poniedziałek, 1 listopada 2010

Wstyd trochę...

Saturn 1B - Apollo 7
No i się okazuje, że prowadzić blog też wcale tak łatwo nie jest. Ponad miesiąc tu nie zaglądałem, na szczęście wszystko jest po staremu :) Na pocieszenie swoje marne dodam tylko, że Syrenka szumnie zapowiadana też mniej więcej w tym samym czasie utknęła w miejscu. Najgorsze jednak jest to, że od czasu napisania ostatnich słów taż i niewiele się skleiło. W zasadzie to dokonałem tylko niezbędnych korekt w modelach, które postanowiłem przytargać do Polski z dalekiej zagranicy. O dziwo nie ucierpiały jakoś bardzo. Najbardziej chyba Apollo 7, zwłaszcza z uwagi na swoją długość i sporą ilość malutkich elementów, które trzymają się ledwo-co. No i przestały się trzymać, ale już jest wszystko na miejscu i dalej cieszy oko. Zdjęcie jeszcze sprzed przeprowadzki - Apollo 7 ten sam :)

Ciągle jest więc ta nieszczęsna Syrenka Bosto na warsztacie. Model dość sentymentalny, w końcu kiedyś to jedna z podstaw polskiej motoryzacji. Pamiętam jak dziś, jak lat temu 25 przyjeżdżał do nas taką Syrenką mechanik od telewizorów (przynajmniej miał gdzie te wszystkie lampy trzymać, które się non-stop przepalały w radzieckim ustrojstwie ;)). Sam opis autora modelu nie brzmi zachęcająco. Jest dość lakoniczny i w wielu miejscach dwuznaczny. Raz wręcz autor stwierdza: "najgorsze jeszcze przed Wami". Zaskakująco jednak sam model pomimo wielu niedociągnięć klei się przyjemnie. Zwłaszcza jak ktoś ma nieco wiedzy na temat motoryzacji to budowa silnika z kartonu sprawia dużo frajdy.

Nawet Teściu, który niegdyś też zwykłą 105ką powoził prawidłowo rozpoznał po tylu latach wszystkie elementy silnika, choć to tylko kartonowe walce i sześciany, wyglądające zupełnie tak samo. Tak więc cała płyta podłogowa już zmontowana, silnik również, nawet wnętrze z bogato tapicerowanymi skajem fotelami znalazło swoje miejsce. Teraz czeka mnie najtrudniejsze zadanie - znalezienie czasu na posunięcie prac do przodu. A rzecz teraz najciekawsza do zrobienia, bo poszycie zewnętrzne...a o tym jak mi poszło, to w następnym odcinku.

wtorek, 14 września 2010

A było to tak...

No i znowu po powrocie z pracy szybko się ściemniło, a że na dodatek oświetlenie w mieszkaniu nie najwyższych lumenów, to i na wycinankę już za późno. Żeby zatem ten pierwszy post tak smutnie samotnie nie siedział jeszcze dwa słowa tytułem suplementu do wstępu. Przede wszystkim należy postawić sprawę jasno - pomimo rzeczonego braku światła - jeśli modelarstwo to tylko karton. Druga sprawa - ciągle się uczę jak ten papier w palcach uczynić miękkim, żeby go ładnie kształtować. Dlatego też wszystkie te zdjęcia, które tu od czasu do czasu będę wklejał noszą znamiona dużej niedoskonałości. Ale przecież nikt się nie urodził z umiejętnością klejenia (chociaż jak obserwuję czasem urywki z życia publicznego, to niektórzy prezentują wrodzoną wręcz umiejętność zaklejania ludziom ust), a że z drugiej strony "nie święci modele lepią" to mogę i ja.
Ferrari F1 model 1996
O jak na przykład to tutaj Ferrari, które gdzieś tam pokątnie w pracy powstawało, dla jednego ze współpracowników, którego dziecko nawet skarpetki ma Ferrari. Inna rzecz, że nie spotkało się z uznaniem, ale przecież nie dla zaszczytów człowiek to robi. Na razie tylko jedno zdjęcie, bo w swoim czasie chciałbym się bardziej na jego temat rozpisać, gdyż model był całkiem przyjemny do sklejania i gdyby nie moje niezgrabne paluchy to i wyglądał by lepiej. Ale wracając do tematów wstępnych...
Można by sobie też zadać pytanie, ba, często wręcz je sobie zadaję, po co taki blog zakładać, skoro na forach modelarskich pełno jest recenzji z budów, galerii i wszelakiej treści artykułów o tym traktujących. Co więcej, zawsze byłem zagorzałym przeciwnikiem powyższych, nie rozumiejąc intencji, dla których ktokolwiek cokolwiek chciałby publikować w necie. Co zatem sprawiło, że jednak się zdecydowałem? Powodów kilka: trochę dlatego, że na forach panuje w większości dość niezdrowa atmosfera wytykania błędów, przechwalania, poganiania (co już zupełnie nie służy sztuce modelarskiej, bo przecież o dokładność a nie o tempo chodzi); trochę też dlatego, że chciałem to zrobić po swojemu nie trzymając się ram i zasad forum; a odrobinę dla potomnych (może ktoś z tej mojej nauki coś dla siebie wyciągnie; w końcu na cudzych błędach uczyć się jest najtaniej). Ale główny powód jest dość niecodzienny i wymaga większego komentarza.
A zatem historia
Sklejam sobie już od jakiegoś czasu te modele, a moja lepsza 1/3 życia się tylko przygląda, co ja robię i dłubie sobie w laptopie swój blog kulinarny. Aż tu dnia pewnego mówi: "Ja też chcę coś skleić!" A więc proszę bardzo - z różnych propozycji rynkowych wybrana została Syrena 105Lux. I teraz ja tak patrzę jak ona coś od czasu do czasu poklei i myślę sobie: "To ja też chcę taki blog sobie zrobić!" No i stało się. A że nowoczesna technologia pozwala to zrobić w mgnieniu oka to i nie ukrywam, że poszło mi trochę lepiej z blogiem niż małżonce z modelem ;) Żeby też "Skarpecie" nie było smutno postanowiłem zrobić model do zestawu, czyli Syrenę Bosto, która zawsze jedzie prosto... ale to już temat na osobny zestaw wynurzeń.

Przedstawienie czas zacząć...


Na wstępie potencjalnemu czytelnikowi należą się dwa słowa wyjaśnienia "o ssso chodzi". A więc chodzi o to, że modelu Syrenki Bosto z wydawnictwa Modelik nijak nie da się skleić, żeby mogła mieć skrętne koła przednie. A właściwie da się, tyle że skręcać się będą w dowolnie wybranym kierunku, co w efekcie daje efekt jak napisano powyżej... ot i cała tajemnica dlaczego Syrenka jedzie prosto :)
A co było przed, a co w trakcie, to będzie potem.